Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Tomasz Adamek, najlepszy polski pięściarz zawodowy w dziejach, mistrz świata w wadze półciężkiej i juniorciężkiej, walczył w karierze z szybkimi kozakami, takimi jak Chad Dawson – ważącymi tylko 80 kg, ale zadającymi 400-600 ciosów w jednym pojedynku.

Bił się z bodaj najsprawniejszymi zabójcami, jeśli wziąć pod uwagę jednocześnie siłę i częstotliwość ciosów, czyli z zawodnikami ważącymi do 90 kg. To tak jakby Adamek mierzył się z pięściarzami o posturze Muhammada Alego, Joego Fraziera czy Kena Nortona ze złotej ery wagi ciężkiej.

Prawie 400 rund

Wreszcie otrzymywał ciosy od 110-kilogramowych Robocopów, takich jak Witalij Kliczko. Nigdy nie unikał ostrej walki, a do legendy przeszła rzeźnia z Paulem Briggsem o tytuł mistrza świata w półciężkiej, gdy ludzie w pierwszym rzędzie wycierali okulary z kropel krwi.

W sobotę kolejna porcja ciosów od 110-kilowego rywala Solomona Haumono: – Czułem, że bije mocno, jakby przeszło przez rękawice na głowę, trzeba by na podłodze siadać – powiedział Polak.

W sumie 56 walk, prawie 400 rund.

– Ze względu na szacunek do Tomasza, do jego osiągnięć, do heroicznych wojen, jakie stoczył w ringu, namawiałbym go do zakończenia kariery – powiedział „Wyborczej” promotor Andrzej Wasilewski, który już niejednego swojego pięściarza namówił do wyjścia z ringu, obawiając się o jego zdrowie.

Boks jest brutalny, a najbrutalniejsze jest w nim to, że pięściarz uświadamia to sobie, kiedy jest już za późno - dodaje promotor.

Niegroźny dla bokserów o czaszce człowieka z Cro-Magnon

Adamek jest uśmiechniętym, pewnym siebie, konserwatywnym do bólu Polonusem, ustawionym finansowo do końca życia dzięki boksowi. Ponowne wchodzenie na ring nie jest mu potrzebna do życia, ale być może być potrzebne do szczęścia.

I tu ma wielką szansę, aby ten stan osiągnąć. Mianowicie: pięściarz o jego nazwisku, z jego imponującym bilansem 51 zwycięstw, 30 nokautów i pięciu porażek jest pożądanym przeciwnikiem dla każdej wschodzącej gwiazdy.

Zwłaszcza że od czasu, gdy przeniósł się do najwyższej kategorii, znokautował zaledwie trzech przeciwników. Było to osiem lat temu. We wcześniejszych ośmiu latach zakończył przed czasem 14 pojedynków. Innymi słowy, dla rywali w kategorii ciężkiej – o grubym kośćcu i czaszce człowieka z Cro-Magnon – jest niegroźny, nie skrzywdzi ich.

Widać to było również w walce z Haumono, zawodnikiem przeciętnym, oględnie mówiąc. Adamek czarował skomplikowanymi kombinacjami, tak efektownymi, że czasem nawet Haumono cmokał z podziwem. Mógł, bo mu nic nie groziło.

– Wygląda na to, że w USA Adamek już się wyboksował. Może więc czas na Wielką Brytanię, gdzie dużo się w boksie dzieje. Potencjalnymi rywalami mogą być Dillian Whyte, Dereck Chisora czy Tony Bellew. Przy odrobinie szczęścia Adamek może nawet dostać pojedynek o mistrzostwo świata ważnej federacji – mówi Wasilewski.

Adamek chce się bić i przy swoim trzecim powrocie na ring wspominał, że liczy na jeszcze jedną wielką walkę. – Jeśli tylko dutki będą się zgadzały – powiedział po jednostronnym pojedynku z Nowozelandczykiem.

Obecnie mistrzami świata wszech wag są dwaj dwumetrowcy, 115-kilowcy – Brytyjczyk Anthony Joshua (WBA, IBF), Amerykanin Deontay Wilder (WBC) oraz Nowozelandczyk Joseph Parker (WBO).