Zapowiadałem dłuższy urlop od boksu i jak widać słowa dotrzymałem. Nie zapowiadałem jednak, że nie będę prowadził bloga. Fani boksu czekają na nowe wieści z mojego podwórka a tu cisza. Czas, więc na kilka słów wyjaśnień. Po walce z Cunninghamem zapowiadałem dłuższy rozbrat z boksem, aby nabrać dystansu do tego, co robiłem w szybkim tempie przez kilka lat pobytu w USA. Przerwa miała służyć zregenerowaniu mojego organizmu, po wielu stoczonych walkach oraz wywołać głód boksu. Zakładane cele już osiągnąłem. Już od miesiąca trenuję z trenerem Rogerem Bloodworthem.

Od jutra zaczynam treningi siłowe. W mediach wielokrotnie przedstawiano kolejnych moich przeciwników. Padały kolejne terminy mojej walki. Ja sam wielokrotnie powtarzałem, że dane personalne podam wtedy, gdy na stole będzie leżał kontrakt na walkę, podpisany przez obie strony kontraktu. Niestety do dnia dzisiejszego, pomimo wielu obiecujących negocjacji z promotorami kilku czołowych pięściarzy, nie doszło do podpisania kontraktu. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Bardzo trafnie mój problem naświetlił w swojej wypowiedzi Mateusz Borek z telewizji Polsat. Oto link do jego wywiadu: http://www.bokser.org/content/2013/05/20/154436/index.jsp Zgadzam się z tym, co mówi Mati Borek. To prawda nikomu, niczego nie muszę udowadniać. Zdobyłem tytuły mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych, co więcej postawiłem sobie arcytrudny cel, tj. zdobycie tytułu w trzeciej kategorii wagowej. Przypomina mi to wspinaczkę wysokogórską, gdzie każdy kolejny zdobyty szczyt wyzwala kolejne cele. A każdy kolejny cel, jest wielkim wyzwaniem dla wspinacza. Zdaje sobie sprawę z upływu czasu i z tego, że będzie ciężko ten cel osiągnąć. To moje własne przemyślenia i ludzi ze mną współpracujących, spowodowały krótką przerwę w walkach. Ładuję akumulatory na przyszły rok, bo w tym roku, czynniki nie zależne ode mnie kazały mi pierwotne plany zmienić. To nie chodzi tylko o słabszą walkę z Cunninghamem, czy rezygnacje z walki z Pulewem. Nowa strategia ma być do bólu efektywna. Okres kariery marnowany na bezsensowne walki o pietruszkę już mam za sobą. Teraz planując mądrze dobór przeciwników, chcę osiągnąć tytuł w wadze ciężkiej. Bieżąca analiza sytuacji w wadze ciężkiej nie wiele daje. Bracia Kliczko są poza zasięgiem czołówki pięściarzy z całego świata. Co chwile pojawia się kolejna nadzieja na pokonanie Kiczko, ale gaśnie, jak zdmuchnięta świeczka. Mam problemy ze znalezieniem oponenta do walki ze mną, bo naprawdę lista klasowych pięściarzy, których chcą pokazywać telewizje amerykańskie jest bardzo krótka. Bez udziału telewizji nie da się zrobić dobrej gali, a tylko w dobrych galach chcę jeszcze walczyć. Ile jestem dziś wart, tego nie wie nikt. Dopiero kolejna walka w ringu zweryfikuje aktualną moją formę i pokaże czy mam jeszcze po, o co walczyć. Dziś wszystko wskazuje na to, że może wejdę do ringu w sierpniu, ale przeciwnik nie jest jeszcze zakontraktowany. Pod koniec roku planuję drugi pojedynek i tu sprawy wydają się być bardziej zaawansowane. Mieszkam teraz z dala od Ojczyzny, ale z rodakami kontakt mam bliski. Dziś z nieukrywanym wzruszeniem przeczytałem informację, że osiem lat temu wdarłem się do elity boksu zawodowego. Moja walka z Paulem Briggsem ze względu na jej przebieg, była i długo będzie wspominana przez fanów boksu. Dziękuję Redakcji BokserOrg za przypomnienie tego faktu z mojej kariery. Oto link do artykułu: http://www.bokser.org/content/2013/05/21/094920/index.jsp Wtedy miałem złamany nos i walczyłem z mocno bijącym przeciwnikiem. Wygrałem, zdobyłem tytuł mistrza świata, tak bardzo oczekiwany przez polskich fanów boksu. Dziś jestem zdrowy i chętny do kolejnych walk. Nie wypaliłem się, choć zmiana kategorii wagowej wpłynęła na zmianę stylu walki oraz wpłynęła częściowo ujemnie na prace nóg i szybkość. Teraz już wiem, że w kategorii ciężkiej tańczy się w ringu inaczej. Doświadczenia zebrane w ringu muszą zaprocentować w kolejnych walkach ringowych.