Brzmi dobrze, a w ringu podczas najbliższej Polsat Boxing Night 8 zapewne wyglądać będzie jeszcze lepiej, między innymi za sprawą Tomasza Adamka, który dalej chce wygrywać, oraz Mateusza Masternaka, wciąż liczącego się w grze w o najwyższe stawki.

Oczywiście nie tylko oni zagwarantują dobre widowisko. Wraca niepokonany Damian Jonak, będzie Adam Balski, Robert Parzęczewski i rewanż Łukasza Wierzbickiego z Michałem Żeromińskim. Zobaczymy też naszą mistrzynię świata Ewę Brodnicką w pojedynku, który nie powinien być dla nikogo obojętnym.

Mateusz Borek, organizator „Nocy zemsty” już uchylił rąbka tajemnicy i zdradził kogo zobaczymy 21 kwietnia w Częstochowie. Nazwiska rywala Adamka wprawdzie jeszcze nie znamy, ale jeśli „Góral” ma się na kimś mścić, to chyba na tym z którym przegrał. I zapewne nie chodzi tu o Witalija Kliczkę, który już kilka lat temu zakończył karierę.

Najważniejsze, że Adamek jest w dobrej formie fizycznej i zapowiada jeszcze lepszą dyspozycję niż w ostatnich pojedynkach, gdy wygrywał z Australijczykiem Solomonem Haumono  i mieszkającym w USA Kameruńczykiem Fredem Kassim.

- To normalne, coraz lepiej się rozumiemy z Gusem Currenem, każdy kolejny pojedynek przynosi nowe doświadczenia. Kassi był bardzo niewygodnym rywalem, na szczęście byłem bardzo dobrze przygotowany i pewnie go pokonałem. A teraz będę jeszcze lepszy, bo już wiemy jak to zrobić. Gus stawia na wytrzymałość, znów tak jak kiedyś jestem ustawiony frontalnie, ale staram się bardziej dbać o bezpieczeństwo, wyżej trzymać ręce, o czym Gus bezustannie mi przypomina  – tłumaczy Adamek.

Osada Śnieżka, gdzie przebywa wraz ze swoim amerykańskim trenerem Gusem Currenem jest jego drugim domem.

– Czuję się tu znakomicie, od lat mam ten sam apartament, wszystkich znam. Panuje tu rodzinna atmosfera. Tylko ten straszny mróz. Gus przyleciał z Florydy, gdzie jest 25 stopni ciepła, w cienkiej kurtce i mało nie zamarzł. Ale problem jest już zażegnany, kupiliśmy co trzeba, będzie żył – śmieje się „Góral”.

W Łomnicy faktycznie zna każdy kamień, przygotowywał się tu do pojedynku z Przemkiem Saletą, a później do walk z Erikiem Moliną, Haumono i Kassim. Do tych dwóch ostatnich pod banderą MB Promotions i z nowym szkoleniowcem u boku.

Czasy, gdy w jego narożniku stał Roger Bloodworth należą do przeszłości. Rozstali się przed ubiegłorocznym PBN 7, gdy nie najmłodszy już trener zrozumiał, że ze względów zdrowotnych nie podoła obowiązkom i nowym wyzwaniom.

A 41-letni Adamek jest jak wino. Chce walczyć, bo wierzy, że wciąż stać go na dobre walki. Za te ostatnie z Haumono i Kassim naprawdę nie musi się wstydzić. Ten rewanż, to jest to ! Masternak – Kalenga: takie zestawienie wygląda dobrze nie tylko na papierze. Walczyli ze sobą w 2014 roku w Monte Carlo, a stawką był pas interim WBA w wadze junior ciężkiej. Mateusz Masternak, były mistrz Europy, przegrał nieznacznie, sędziowie punktowali 2:1 dla Kalengi.

Od tego czasu wiele się wydarzyło. Masternak stoczył dziesięć walk, przegrywając minimalnie tylko pojedynek o mistrzostwo Europy z Anglikiem Tonym Bellew na jego terenie. Porażki z Johnny Mullerem w RPA nie liczę, bo był to bezczelny rabunek.

Kalenga ma gorszy bilans, z sześciu pojedynków przegrał trzy: z Denisem Lebiediewem o pas WBA na punkty, z Yunierem Dorticosem (TKO 10) i we wrześniu ubiegłego roku z Kevinem Lereną (1:2), choć zasłużył na wygraną.  Dla pochodzącego z Konga mieszkańca Francji był to jak na razie ostatni występ. Jeśli w Częstochowie będzie w dobrej formie, to Masternaka czeka ciężka przeprawa. Powrót Damiana O 35-letnim, niepokonanym Jonaku (39-0-1, 21 KO) trudno dziś coś sensownego napisać. Był nadzieją polskiego boksu, ale ostatni pojedynek stoczył prawie trzy lata temu. Jestem przekonany, że zechce się pokazać z jak najlepszej strony, to ambitny człowiek. Był w Tajlandii u Przemka Salety, tam solidnie trenował , a że wie na czym polega sztuka wygrywania, możemy liczyć na dobre widowisko. Ale nikt nie da głowy, że to będzie taki Jonak jakiego pamiętamy z dawnych czasów.

Adam Balski z kolei wciąż się uczy boksu na najwyższym poziomie. Gdyby nie złamana szczęka podczas ostatniej gali w Częstochowie, spędziłyby kilka tygodni w Vero Beach na Florydzie u Gusa Currena. A tak poleciał tam Łukasz Wierzbicki.

Balski ma dobre warunki fizyczne i sporo talentu, który daje nadzieje na ciekawą przyszłość. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że dojdzie na sam szczyt. Ostatnio w wadze junior ciężkiej jest duży ścisk, a na samej górze poziom kosmiczny. Ale kto wie, Balski jest młody, pracowity i pełen wiary, że da radę. Na pewno warto go bacznie obserwować.

Tak samo jak Parzęczewskiego, który jak mało kto potrafi sprzedawać bilety na swoje występy. Udowodnił to w listopadzie, ciekawe czy pobije ustanowiony wtedy rekord. A w ringu robi postępy, większe niż myślałem.

Łukasz Wierzbicki dobrze walczył na ostatniej gali w Zgorzelcu pewnie wygrywając z doświadczonym Brazylijczykiem Andersonem Claytonem. Widać że nie zmarnował pięciotygodniowych przygotowań na Florydzie. Świetnie dogaduje się z Currenem, który jest przekonany, że z tej mąki będzie chleb. Oby, ale wciąż wiele rzeczy jest do poprawienia. Mam nadzieję, że obaj zdają sobie z tego sprawę. 21 kwietnia Wierzbicki stoczy rewanżowy pojedynek z Michałem Żeromińskim, którego kilka miesięcy temu pokonał szczęśliwie. Tym razem stawką też będzie tytuł mistrza Polski w wadze półśredniej. Łukasza stać na zwycięstwo bez niedomówień.

Na koniec jeszcze kilka słów o Brodnickiej. Pani Ewa jest już pełnoprawną mistrzynią świata organizacji WBO w wadze superpiórkowej, i w Częstochowie będzie pierwszy raz bronić tego pasa. Możemy być spokojni, nie stanie w ringu z kimś przypadkowym. I jak przyjdzie jej się na kimś zemścić, to się zemści, choć z nikim jeszcze nie przegrała. Ale na gali promowanej jako „Noc zemsty” nie będzie mieć innego wyjścia.